Nieoczekiwana zmiana miejsc
– Mężczyzna przyjmował korzyści majątkowe w zamian za pomoc przy uzyskiwaniu przepustek, przeniesienie do zakładu półotwartego lub otwartego, czy nawet zmianę celi – mówi prokurator Adam Kozub, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Białymstoku, która przesłuchiwała 35-latka.
Cennik za usługi
Janusz Z. w areszcie przy Kopernika pracuje od sześciu lat. Łapówki, o przyjęcie których jest podejrzewany, dostał w okresie od marca 2004 do czerwca 2006. Prokurator Kozub wyjaśnia, że za zamianę celi dostawał na przykład butelkę dobrego likieru. Za załatwienie przepustki czy przeniesienie do innego zakładu – pięćset czy tysiąc złotych.
– Na razie wiemy o czterech łapówkach, do których zatrzymany już się przyznał – mówi rzecznik. – Ale jesteśmy dopiero na etapie przygotowanie wstępnego. Nie wykluczamy więc, że mogło być ich więcej.
Wychowawca wystawiał opinie o więźniach.
– Najprawdopodobniej pisał pozytywnie o tych, którzy niekoniecznie dobrze się sprawowali – wyjaśnia Jacek Dobrzyński, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Białymstoku.
Adam Kozub doniesienia te komentuje krótko: – Nie potwierdzam, być może tak było. Ale nie mamy na to jeszcze dowodów.
Poczekajmy na decyzję
Zatrzymanie wychowawcy było możliwe dzięki współpracy dyrektora aresztu z policjantami z CBŚ.
– Od ponad pół roku prowadziliśmy postępowanie, które miało wyjaśnić niepokojące sygnały dotyczące zachowań tego funkcjonariusza – czytamy w oświadczenia majora Andrzeja Wiśniewskiego, dyrektora białostockiego aresztu śledczego.
– Zgromadzone w tym czasie dowody były wystarczające, by postawić mu zarzuty przyjmowania korzyści majątkowych – dodaje Dobrzyński. – Nie wykluczam też kolejnych zatrzymań w tej sprawie, gdyż traktujemy ją jako rozwojową.
Dziś prokurator okręgowy podejmie decyzję, czy wobec Janusza Z. zastosować środek zapobiegawczy. Dopiero po niej dyrekcja aresztu zastanowi się, czy zawiesić lub wydalić mężczyznę z pełnionej służby. Za przyjmowanie łapówek grozi mu do ośmiu lat pozbawienia wolności.
(kł)
Fot. Wojciech Wojtkielewicz
Janusz Z., wychowawca z aresztu przy ulicy Kopernika przyznał się już do brania łapówek od swoich więźniów.
Opinia
Czy sędzia wierzy wychowawcy?
Sędzia Mariusz Pankowiec, przewodniczący IV Wydziału Penitencjarnego Sądu Okręgowego w Białymstoku: To co pisze wychowawca na temat osadzonego, proszącego o zezwolenie na czasowe opuszczenie aresztu, nie ma decydującego wpływu na stanowisko sędziego. Jednak jeśli jest to opinia pozytywna, a obraz umiejętnie podkoloryzowany, to trudno takiej opinii nie zauważyć. To wychowawca opisuje postawę więźnia, jego zachowanie względem współosadzonych czy strażników, o tym jaki ma on stosunek do popełnionego czynu. Opinię wychowawcy siłą rzeczy trudno zweryfikować sędziemu – oczywiście możemy w każdym przypadku żądać akt osadzonego, ale i tak przecież nie znajdziemy w nich wszystkiego, bo część opinii po prostu jest efektem kontaktów wychowawcy z osadzonym. Poza tym trudno w każdym przypadku „przekopywać się przez akta, bo takich wniosków jest mnóstwo. Nas interesuje zwłaszcza to, za co został skazany, jak długo siedzi, czy był uzależniony od alkoholu czy narkotyków i z jakiego powodu stara się o tzw. przepustkę. W zakresie oceny jego zachowania do tej pory polegaliśmy na ocenie wychowawców. Natomiast wnioski o przeniesienie z zakładu zamkniętego do półotwartego, ocenia i podejmuje decyzje komisja penitencjarna z konkretnego zakładu. Nie wykluczam, że tam opinia wychowawcy może mieć jeszcze większe znaczenie.