Robert Kościecha zostaje w Lotosie
- Nic się już nie zdarzy. Zostaję w Lotosie - mówi Robert Kościecha. Jeden z liderów gdańskiej drużyny żużlowej. W sezonie 2005 nadal reprezentować będzie Lotos. Tym razem w ekstralidze.
- Jeszcze przed świętami powinienem pojawić się w Gdańsku. Parafować nową umowę w Gdańsku - wyjaśnia Kostek.
- Dlaczego tak długo trzymałeś w niepewności kibiców z Trójmiasta?
- Od początku Lotos miał u mnie najwyższe notowania. Tutaj odbudowałem się. Ponownie uwierzyłem w swoje umiejętności. Tyle, że chciałem dopilnować wszystkich szczegołów.
- Propozycji z innych klubów z pewnością nie brakowało.
- Odbyłem kilka poważnych rozmów w różnych zakątkach Polski. Ale to już nie ma znaczenia.
- Pojawiła się opinia, że możesz ponownie zdecydować się na starty w pierwszej lidze. Ze względu na łatwość zdobywania punktów.
- Nie obawiam się startów w ekstralidze. Przecież kilka razy, w turniejach indywidualnych, jak chociażby w finale indywidualnych mistrzostw Polski w Częstochowie, pokazałem, że z każdym mogę wygrać. Tak wypowiadali się chyba złośliwi.
- W Gdańsku sam spotkań nie będziesz wygrywał. Pomoc musi nadejść ze strony kolegów, tymczasem skład Lotosu nie przedstawia się imponująco.
- Będziemy walczyli. Nie jest powiedziane, że mamy jeden z najsłabszych składów w ekstralidze. Naszym atutem będzie gdański tor, na którym nie wszyscy sobie radzą.
- W Lotosie nie dokonano jeszcze wyboru obcokrajowca. Na kogo byś postawił?
- Nie znam Bjarne Pedersena. Z Gregiem Hancockiem startowałem w lidze szwedzkiej. Raczej nie zawodził. To doświadczony zawodnik, a przede wszystkim fajny gość. Zdaje sobie sprawę co znaczy jazda na jednym wózku.