Bytów, Miastko. Policzymy każdą tabletkę
O zmianach w Szpitalu Powiatu Bytowskiego, a szczególnie w jego miasteckim oddziale z wicestarostą Tomaszem Borowskim rozmawia Mateusz Węsierski
- Po spotkaniu z przedstawicielką Narodowego Funduszu Zdrowia i jej sugestii o likwidacji niektórych oddziałów pan zapewnia, że oddziały w Miastku i Bytowie nie zostaną zlikwidowane. Czy nie jest to tylko gra przedwyborcza mająca na celu uspokojenie mieszkańców?
- Aby zlikwidować oddziały trzeba zmienić statut szpitala. Obecny zarząd nie planuje żadnych zmian w tym zakresie. Oczywiście cały czas trwają prace studyjne na temat funkcjonowania szpitala. Zastanawiamy się, jak powinien wyglądać i co powinniśmy zrobić, aby dobrze funkcjonował. Zaznaczam zarazem, że nie zastanawiamy się jak ograniczyć jego działalność, ale wręcz przeciwnie, jak ją rozszerzyć. To filozofia odmienna od tej, jaką prezentuje Narodowy Fundusz Zdrowia.
- Jeśli rozszerzenie to w jakim zakresie? Co się zmieni w szpitalu?
- Chcemy wprowadzić nowe usługi medyczne. Na razie nie jestem w stanie powiedzieć jakie to będą działania. Zastanawiamy się w jaki sposób ograniczyć koszty funkcjonowania szpitala. Podstawowym zadaniem jest wprowadzenie budżetowania. Oznacza to precyzyjne liczenie kosztów. W tej chwili na rynku są programy komputerowe, które pozwalają śledzić drogę pacjenta od momentu przyjęcia go na oddział do wypisania. W tym systemie zapisywana jest każda decyzja podjęta w stosunku do niego i każda tabletka, którą zażył. Liczy się nawet zużycie pościeli. Pozwoli to policzyć dokładne koszty leczenia.
- Czy oprócz unowocześniania szykują się jakieś inwestycje?
- Część publicznych oddziałów zostanie sprzedana i będą funkcjonowały tam oddziały niepubliczne, m.in. dializa i rehabilitacja. W związku z tym musimy poprzenosić część oddziałów. Na parterze jest w tej chwili wolny oddział dawnej ginekologii i tam przeniesiony będzie OIOM. Planujemy remont tej części szpitala już w tym roku. Będziemy remontować też inne pomieszczenia. Plany są szerokie. Najbliższą modernizacją jest remont pomieszczenia przylegającego do rentgena szpitalnego.
- To ciekawe rozwiązania, ale mieszkańców najbardziej interesuje likwidacja oddziałów. Jeśli nie zostaną zlikwidowane w tym roku, to co się stanie za rok. Skąd wziąć pieniądze na utrzymywanie podwójnych oddziałów?
- To nie jest tak, że kontraktowane są pojedyńcze oddziały. Otrzymujemy ryczałt na oddział szpitalny. Punkty są rozpisywane na oba oddziały. Bez istnienia oddziałów w Miastku i Bytowie nie jesteśmy w stanie wykonać tego kontraktu. Żaden pion medyczny oddzielnie nie jest w stanie go wykonać. Pieniędzy wystarczy na bieżącą działalność. Do tego mamy dodatni wynik finansowy z ubiegłorocznej działalności.
- Czy nie chcecie pozbyć się problemu przed wyborami i obarczyć nim kolejnych władz? Przecież dr Kawińska z NFZ-u wyraźnie zaznaczyła, że starostwo musi nauczyć się liczyć pieniądze wydatkowane na utrzymywanie oddziałów.
- Jestem człowiekiem odpowiedzialnym i zawsze mówię prawdę. Nie mogę więc zagwarantować, że po nowych wyborach, nowy zarząd i nowa rada wprowadzi inne rozwiązania. Nie mogę z całą odpowiedzialnością powiedzieć, że nie będzie żadnych zmian. Starosta Michał Świontek-Brzeziński powiedział na sesji, że do końca kadencji tego samorządu nie będzie żadnych zmian. Potwierdzi to każda osoba z samorządu. Niewykluczone, że zmiany nastąpią w późniejszym czasie. Plany obecnej koalicji rządowej są nieodgadnione i nie znamy pomysłów ministra Zbigniewa Religi. Zostały zanegowane w jego środowisku. Dlatego też wprowadzenie zmian u nas zależy od polityki rządu, a nie samorządu. Przed nami stoją inne problemy. Musimy do 2010 roku przystosować szpital do nowych standardów. W tej chwili ich nie spełniamy. Dodatkowym kosztem jest unowocześnianie. Musimy kupować nowy sprzęt. Musimy też dobrze płacić specjalistom. Nie mówię tu tylko o specjalistach lekarzach, ale też o pielęgniarkach. Są to najczęściej Panie po studiach, które muszą zarabiać, bo inaczej od nas odejdą. A jak taka Pani odejdzie, to nie ma szpitala. W tym kontekście jest mało pieniędzy.
- Czyli szpitalowi zagraża odpływ wykwalifikowanej kadry?
- Problem jest dwojaki. Lekarze odejdą tam, gdzie im więcej zapłacą i tego nikt nie opanuje. Drugą rzeczą jest rozwój zawodowy. Musimy stworzyć takie warunki pracy i płacy, aby lekarze i pielęgniarki nie chcieli od nas odchodzić, a wręcz chcieli do nas przychodzić. To nie jest proces na rok czy dwa. Chyba, że lekarze zaprotestują i pan minister Religa znajdzie ze 4 miliardy na ich pensje. Wtedy nastąpi podwyżka płac w całej służbie zdrowia. Ja obawiam się takich zapewnień, bo ciągle w pamięci mam ustawę ?203?. Wtedy pracownicy dostali podwyżki, ale nie miał kto ich wypłacić.
- Dziękuję za rozmowę.