Chopin bez rutyny
Rozmowa z Piotrem Szychowskim, polskim kandydatem do Konkursu Chopinowskiego
• Dlaczego Pan, wrocławianin, studiuje w Poznaniu?
– Moja wrocławska profesor, nieżyjąca już Janina Butor, zadecydowała, że Waldemar Andrzejewski z Poznania będzie dla mnie idealnym pedagogiem. Chodziło nie o uczelnię czy miasto, a o konkretnego profesora, do którego pasuję swoim sposobem grania, osobowością.
• Marzył Pan kiedyś o Konkursie Chopinowskim?
– Tak jak każdy sportowiec marzy o olimpiadzie. Zresztą Chopina gra się w Polsce na wszystkich stopniach edukacji muzycznej. Konkurs nie jest jednak moim celem, bardziej etapem, który chciałbym przejść. Gdyby nie konkursy, trudno byłoby się pokazać szerszemu gronu odbiorców.
• Konkurs rozpocznie się w październiku.
Kiedy zaczął Pan przygotowania?
– Niektóre z utworów gram od kilku miesięcy, lat. Ale konkretne przygotowania zacząłem w lutym, kiedy zdobyłem III miejsce w konkursie na polskich kandydatów do Konkursu Chopinowskiego. Od tego czasu jestem skoncentrowany tylko na programie. Jedynie w kwietniu miałem miły przerywnik – wziąłem udział w konkursie im. Karola Szymanowskiego. Nie można grać tylko Chopina.
• Nie popada Pan w rutynę, ćwicząc po raz kolejny ten sam utwór?
– To nieuniknione, ale trzeba się tego wystrzegać. Zresztą dopiero po recitalach przed publicznością widać, jak wiele elementów powinienem poprawić.
• W Dusznikach Zdroju uczy się Pan u Dang Thai Sona, który wygrał konkurs w 1980 r. Zmienił coś w Pana technice?
– Polubiłem te lekcje właśnie dlatego, że on nie zmienia mojej koncepcji, ale wydobywa ze mnie to, czego sam jeszcze nie potrafię pokazać. Poprawia interpretację, a nie narzuca własnej.