Wiedział, że wygra
W pięknym stylu Antoine Deneriaz z Francji zdobył złoty medal igrzysk olimpijskich w zjeździe. W Sestriere 29-letni alpejczyk, który już podczas ostatniego treningu był najszybszy, w pokonanym boju zostawił takich asów jak Bode Miller, Hermann Maier czy Michael Walchhofer. Ten ostatni był uznawany za najpoważniejszego kandydata do złota. Musiał zadowolić się jednak drugim miejscem. Poza podium znalazł się też Kjetil-Andre Aamodt, jeden z najbardziej utytułowanych alpejczyków świata. W tej sytuacji brąz przypadł w udziale Bruno Kernenowi ze Szwajcarii. Deneriaz już na pierwszym pomiarze czasu osiągnął przewagę 0,14 s nad Walchhoferem, a na kolejnych tylko ją powiększał.
Sukces w Turynie jest największym osiągnięciem Francuza. Do tej pory miał on na swoim koncie trzy pucharowe zwycięstwa w zjeździe, jednak ostatni raz triumfował w 2003 roku w norweskim Kvitfjell. Nic dziwnego, że ,,nowy król zjazdu” nie krył radości ze zwycięstwa. – To był wyścig mojego życia, ale przeczuwałem, że wygram. Zamówiłem nawet butelkę szampana – cieszył się Francuz.
Co ciekawe, nikomu nie udało się jeszcze dwa razy z rzędu sięgnąć po złoty medal ZIO w zjeździe. W Salt Lake City najlepszy był Austriak Fritz Strobl, który wczoraj był ósmy. – Potwierdziła się reguła, że mistrzostwo olimpijskie w tej konkurencji jest dużą niespodzianką. Poprzednio ja wygrałem, choć także nie należałem do faworytów – skomentował Strobl.
Deneriaza zwycięsko pokonał trasę, mimo iż jechał dopiero z 30 numerem startowym. Ustanowił tym samym swoisty rekord igrzysk. Ostatnim, który wygrał zjazd z tak odległym numerem, był Austriak Toni Sailer, który triumfował w Cortinie d'Ampezzo w 1956. Startował wówczas z 18. pozycji. Jedyny Polak biorący udział w tej konkurencji, Michał Kałwa, zajął 44. miejsce.