O niewielki skrawek ziemi
Rażące naruszenie prawa miało miejsce w latach 80. ubiegłego wieku, gdy miasto wydzierżawiło Wojewódzkiej Spółdzielni Ogrodniczej grunt u zbiegu ulic Piłsudskiego (wówczas Dymitrowa) i Staszica, który nie był jego własnością oraz wyraził zgodę na wybudowanie w tym miejscu dwóch pawilonów handlowych. Trwający do dziś spór jest efektem tego posunięcia, a sprawą komplikuje fakt, że trzy kolejne samorządy nie chcą dogadać się z właścicielem, a raczej — jak się okazało — współwłaścicielem nieruchomości. Sytuacja jest tym dziwniejsza, że choć całe zamieszanie dotyczy zaledwie 46 metrów kw. gruntu, rzecz oparła się już o kilka sądów, lada dzień ma szansę trafić do prokuratury. Ostatnio w tej sprawie zrobiło się nawet zabawnie, choć Józefowi Harężlakowi nie jest wcale do śmiechu. Z „Magazynu Ratuszowego” dowiedział się, że za sporne metry płacić ma dzierżawę, choć żadnej umowy w tej sprawie nie podpisywał.